o mnie

Moje zdjęcie
Poland
"Dom to miejsce, gdzie dusza rozbiera się do naga. Dom to miejsce, gdzie można zdjąć maskę i dać się domowi pogłaskać po policzku. Dom kołysze do snu. Dom nie ocenia, nie rozlicza, dom kocha bezwarunkowo i bezinteresownie. Tylko dom tak kocha. Jeśli jest prawdziwym domem." -Agnieszka Kacprzyk.

czwartek, 3 września 2015

LUBASZKA,MIRABELKA

Lubaszka,a na wsi u mojej babci luboska,maleńka śliweczka pełna smaku,zapachu i wspomnień z dzieciństwa.Dziś właściwie zapomniana,bo komu chce się bawić z maleńkimi śliweczkami,tak samo jak mirabelka.Zalegają te małe owoce ulice, łąki,ludzie je rozdeptują samochody rozjeżdżają, a to samo dobro się marnuje:)A ja nie potrafię przejść obojętnie jak się takie dobro marnuje i ze spaceru pod las przytargałam i mirabelki a z następnego spaceru luboski:)
Przepisów na zagospodarowanie tych słodko-kwaśnych owoców w sieci jest bardzo dużo,począwszy od dżemów,przez nalewki ,soki,a ja Was chcę dziś namówić do zrobienia chutneya ,słodko-kwaśnego sosu zarówno do mięs jak i serów czy wędlin.

Mirabelki zalałam odrobiną wody i ugotowałam do miękkości,następnie przetarłam przez sito.
Do garnka wlałam olej i ocet w proporcji 2:1,dwie części oleju jedna część octu,dosypałam cukru i zagotowałam,a jak się rozpuścił wrzuciłam drobno posiekane szalotki i ostrą papryczkę świeżą,a jak się to wszystko podsmażyło dodałam przecier z mirabelek i całość smażyłam aż uzyskałam konsystencję gęstej śmietany.Ilość cukru trzeba samemu próbować czy przecier nie jest za kwaśny.Ja musiałam dodać na koniec jeszcze trochę cukru:)
W liczbach to wyglądało tak:
na 1 litr przecieru dodałam ok 100 ml oleju,0,50 ml octu,ok 15 dag cukru,4 duże szalotki,małą ostrą papryczkę.
Tak samo przygotowałam chutney z lubaszek.Tylko proporcje się trochę zmieniły ,bo luboski są słodsze.Tu chciałam się ,że tak powiem wycwanić i odjąć sobie trochę pracy drylując śliweczki,bo są mniejsze i mieszczą się w drylownicy,ale nie sprawdziłam czy wszystkie się wydrylowały i po ugotowaniu jak chciałam zmiksować okazało się ,że zostało parę pestek ,więc i tak musiałam uruchomić sitko:))nie ma lekko:))ale naprawdę Wam polecam,sos jest wart zachodu:)
Jeszcze jest czas na zaprawy ze śliweczek:)
Więc do dzieła koleżanki:)
Pozdrawiam Was cieplutko:)



Free background from VintageMadeForYou

64 komentarze:

  1. Wielkie ukłony dla takiej Gospodyni!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda bardzo smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W mojej okolicy nie ma już ani jednej lubaszki, a trochę szkoda - kiedyś robiłam z nich powidło, było czarne i przepyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mniam...uwielbiam :)Pozdrawiam słonecznie -Peninia

    OdpowiedzUsuń
  5. o tak... też lubię śliweczki w słoiczkach; niestety w tym roku wszystko u mnie będzie kupne... nikt nie ma plonów ze znajomych przez gorąc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a u nas marnują się na chodnikach:))

      Usuń
  6. Wygląda smakowicie!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda smakowicie u mnie syn wszystkie mirabelki pozbierał i dzieciaczki mają kompocik i dżemik. Drzewko jeszcze malutkie więc i zbiory nieduże,trzeba jednak wykorzystać to co jest. O lubaszkach nie słyszałam być może u nas nazywają się inaczej:) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja ciotka nazywała je też Maryjki:)

      Usuń
  8. Musi by pyszne! Jeszcze nigdy nie próbowałam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Na dawniejszych makatkach, u mojej Babci, było wyszyte takie powiedzenie " Dobra gospodyni, w domu cuda czyni " i to do Ciebie idealnie pasuje, jesteś oszczędna i pracowita, nic nie zmarnujesz ! Chętnie zaadoptuję Twój sosik, tylko skąd tych śliweczek nazbierać ? Słowo, u mnie w okolicy nie ma. A wiesz jak tu się na nie mówi ? Nie zabrzmi to apetycznie ...
    " Dżystki " , łatwo się domyślisz dlaczego :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha:))jak każde śliwki:)))
      pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Ale fajnie, że ktoś jeszcze pamięta o mirabelkach. U mnie w ogrodzie przy stacji mirabelki gniją ma ziemi. Szkoda mi za kazdym razem jak tamtędy przechodzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i mnie szkoda,że tyle dobra się marnuje a ludzie głodują:)w mojej okolicy dużo biedy,ale też gruszki,śliwki i jabłka na ulicy leżą i gniją ,a przecież dla takich np jabłek czy gruszek to nawet cukru nie trzeba tylko je zesmażyć i do słoików,a potem na chleb,na placki,na naleśniki,ale po co?mops da to i na wódkę będzie:)))

      Usuń
  11. Bożenko, ja z mirabelek robię nalewki. Są pyszne, kwaśne (takie lubię) i mocne. Moi przyjaciele lubią wpadać do nas na ten trunek:) Ostatnio posadziłam dwa drzewa mirabelkowe, aby miec własne owoce. Lubię własnej roboty dżemy z mirabelek. dzieki za przepis na sosik, może wykorystam!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba też sobie zrobię trochę nalewki:)już czytałam jak się ją robi:)))

      Usuń
  12. Ja też znam takie drzewo co marnują się śliweczki. W tamtym roku to jedliśmy je na bieżąco, w tym roku mnie nie ma to nie ma kto narwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mnie zwyczajnie szkoda,że tyle dobra się marnuje:))

      Usuń
  13. nie lubię mirabelek, ale na taki chutnej bym się skusiła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo one do jedzenia trochę kwaśne są:))

      Usuń
  14. Świetnie, że wykorzystujesz tak na 100 % dary natury. Inni wyrzucają nadmiar jedzenia do śmietnika, nieliczni pochylają się nad najdrobniejszym darem. To się nazywa "stara szkoła", gospodarowania oczywiście :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak pięknie zrobione apetyczne zdjęcia - że chyba się skuszę !

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przepadam za mirabelkami, awersja z dzieciñstwa :-(

    OdpowiedzUsuń
  17. Wygląda smakowicie... zapraszam do mnie na wyzwanie, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. A do czego używasz tego sosiku ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do wędlin,mięsa pieczonego,sera,a pewien gruzin używał go do baraniny z grilla:)

      Usuń
  19. Wygla i czyta sie ciekawie , wiec moze ze dwa sloiczki na próbę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie trzeba więcej:)mnie z fioletowych wyszedł jeden słoiczek:)

      Usuń
  20. Mniam, mniam! Cóż więcej dodać?:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pysznie wygląda :-).Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale mi się udało a ja dzisiaj właśnie miałam trochę mirabelek i już je przetarłam i zastawiam się co dalej a tu u Ciebie przepis, dzięki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę:)chyba mnie ściągnęłaś telepatycznie:))))haha

      Usuń
  23. Jeszcze kilka lat temu robiłam przetwory z mirabelek , bo u sąsiadów było duże drzewo, dające ogrom owoców. Niestety drzewko zostało wycięte i owoców już nie mam. Te ciemne drobne śliwki mam u siebie, tak myślę, ze to one, ale nie miałam pojęcia, ze tak się nazywają. To bardzo stare śliweczki i bardzo się wysiewają, robią się prawdziwe śliwkowe gaje :) Są pyszne , słodziutkie i bez robali :)
    Twoje przetwory wyglądają pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak kończą stare rodzaje drzew:)ludziom się nie chce ,więc wycinają,a szkoda:)

      Usuń
  24. Ależ to apetycznie wygląda i ten słoiczek cudnie ozdobiony. Super :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bożenko jesteś niemożliwa z tymi kulinarnymi popisami.
    Też kocham wszelkie śliweczki i śliwowicę własnej roboty haha :)
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam ochotę na naleweczkę z mirabelek:)))

      Usuń
  26. W moim ogrodzie rośnie taka śliwka o małych, ale ciemnych owocach. Nie wiem czy to mirabelka, bo wyrosła sama i już. Ja z tych śliweczek robię co się da. Są słodkie, pyszne. Powidła wspaniałe. W roku ubiegłym była klęska urodzaju. Ilu młodym mamom proponowałam, ale jak mówisz nikomu się nie chce. Wygodniej kupić w sklepie gotowce nafaszerowane chemią. Biada narodzie. Znalazł się chętny. Zabrał wszystkie i po jakimś czasie przywiózł mi z wdzięczności wyprodukowaną przez siebie śliwowicę. Co to był za trunek. Niestety przepis chroniony rodzinny. Ale obiecał jak będą śliweczki będzie trunek. Czekam zatem na urodzaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to u Ciebie chyba ta lubaszka rośnie:)masz rację ,owoce są pyszne choć malutkie:))śliwowicy to bym chętnie skosztowała jak taka dobra:)))
      pozdrawiam

      Usuń
  27. Uwielbiam mirabelki pod każda postacią;)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Z pewnością sos musi być pyszny !
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  29. Mirabelek nie lubię ani tych żółtych ani czerwonawych ...

    O tych drugich nie słyszałam ...

    Ja jakoś nie przepadam za takimi połączeniami w jedzeniu. ale dla tych co lubię, to rzeczywiście fajna sprawa tak zrobić sobie samemu do słoiczków.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj,ja zrobilam podobny sos do mięsa na zimno w zeszłym sezonie ,moi go wyjadają jak dżem.Pozdrawiam trejtka.

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam mirabelki!!! Ten zapach i smak!! Niestety tych drugich nie znam.
    Niestety mieszkając w mieście nie mam do tego dostępu. W sklepach tylko węgierki i te drugie fioletowe śliwki tyle, że większe.

    OdpowiedzUsuń
  32. Lubię śliwki w każdej postaci, mam kochaną teściówkę, która mnie zawsze wspomaga zaprawami :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja mało przetworów robię, za to moja Mama jest prawdziwą fabryką przetworową ;-)
    Buziaki A

    OdpowiedzUsuń
  34. u Naszej Babci są czerwone mirabelki i z tych to dopiero jest dżem!
    Nożem kroić można :-)

    OdpowiedzUsuń